Nie było co przeklinać siebie, to los się na mnie uwziął. Nawet gdybym wiedziała, że bak nie jest pełen i tak bym nie mogła nic innego zrobić ani wziąć innego samochodu, a już na pewno nie byłabym w stanie zatankować tego. Równie dobrze cudem mogłam wstrzelić się w tę chwilę i dałam radę uciec. A to co się działo teraz – i to tak naprawdę od samego początku to nic innego niż pech, po prostu koszmarny pech.

Wysiadłam z samochodu, ale chyba tylko po to by jeszcze szybciej do niego wrócić. W tej unieruchomionej konserwie, czułam się zdecydowanie bezpieczniej. Byłam na tym pustkowiu sama, a ciemność zawsze kojarzyła mi się ze spokojem – niestety tak teraz nie było.
Teoretycznie powinna otaczać mnie cisza, ale w oddali coś żyło. Nie umiałam określić co to jest, ale było dosyć głośne i miałam wrażenie, że zbliża się coraz bardziej. Po chwili przypomniało mi się, że słyszałam kiedyś coś podobnego – gdy byłam nad morzem i w nocy rozszalał się sztorm. Zdziwiłam się wtedy mocno, bo nigdy nie przypuszczałam, że nasz Bałtyk tak hałasuje, a miałam wtedy wrażenie, że pęknie mi głowa. Ale to było wspomagane przez szalejący wiatr wzburzone morze, które atakowało nie tylko wybrzeże, ale i falochrony. Teraz nie powinnam być aż tak blisko wody, by móc to słyszeć – a przynajmniej tak mi się wydawało. A może właśnie tak niesie się tu dźwięk? Nieograniczony żadnymi zabudowaniami czy drzewami jest w stanie dotrzeć o wiele dalej? Nie miałam zielonego pojęcia czy tak jest, ale musiałam znaleźć logiczne wytłumaczenie na to co słyszałam. Poza tym czy byłam tu naprawdę sama? Nie sprawdzałam przed wyjazdem, czy żyją tu jakieś niebezpieczne zwierzęta, ale też nie było potrzeby by to robić. Nie planowałam przecież samotnych wypraw na pustkowie, a wcześniej o wiele bardziej przydatną wydawała mi się wiedza w jakich godzinach i gdzie pootwierane są sklepy. A jeśli jednak są tu jakieś drapieżniki?
To było jak dźgnięcie ostrogą. Wskoczyłam do samochodu i tym razem po zamknięciu, zablokowałam jeszcze drzwi. Poczułam się bezpieczniej – poza tym chyba bym zwariowała, gdyby coś z zewnątrz je otworzyło.
Gorsze miało dopiero nastąpić. Najpierw bałam się, że mnie odnajdą, ale wraz z upływającym czasem docierało do mnie, że najprawdopodobniej uciekłam im skutecznie. Na tyle, że jestem teraz naprawdę sama i zdana tylko na siebie, bo może się okazać, że mnie nikt nie odnajdzie – ani ewentualny pościg, ani nikt inny. Czy to była ta gorsza opcja?
– Trzeba było się z nim przespać! – powiedział głos w mojej głowie, ale natychmiast go uciszyłam. Na samą myślo dotyku tego człowieka, ogarnęło mnie tak ogromne obrzydzenie, iż wiedziałam, że nie było o tym mowy. Nie byłabym zresztą w stanie udawać nie tylko tego, że mi to sprawia przyjemność, ale pewnie nawet obojętności,  a jak niezadowolony potrafi być Omar już widziałam. Wściekłości wolałabym sobie nawet nie wyobrażać, a moja chyba niemożliwa do ukrycia reakcja na jego awanse, wywołałaby gniew równy otwartej odmowie. Nie zniósłby tego, a raczej ja bym tego nie przeżyła.
– Czyli tak na dobrą sprawę nie miałaś wyjścia. – Sama udzieliłam sobie odpowiedzi na targające mną chwilowo wątpliwości, czy aby na pewno wybrałam najlepsze z możliwych rozwiązań. Tylko co miałam teraz zrobić? Jedyne rozsądne rozwiązanie objawiło się nagle i może zabrzmi to dziwnie, ale postanowiłam nie robić nic. Nie ogólnie, ale dopóki nie nastanie świt. Noc nie sprzyjała niczemu oprócz potęgowania strachu – nawet bezpieczne rzeczy spowite ciemnością, stają się wtedy groźne. Pomijam już, że nocą mogłam przeoczyć coś, co mogło uratować mój tyłek. Za dnia zobaczę szybciej ewentualne zagrożenia, ale przede wszystkim będę mogła wejść na dach samochodu albo na wyżej położoną wydmę i się rozejrzeć. To był bardzo dobry pomysł, musiałam tylko doczekać rana i nie zwariować przy okazji do tego czasu. Powinnam raczej obawiać się tego co się stanie po nastaniu świtu – jakby nie patrzeć teraz tkwiłam w zamkniętym, konkretnym samochodzie i nic nie miało prawa przypadkowo dostać się do środka. Mogłam się przespać i tym samym chociaż odrobinę się zregenerować po jakby nie było dość intensywnym dniu i wieczorze. Odwróciłam się, by przemieścić się na tył i mnie zamurowało. Było ciemno, ale nie na tyle, żebym nie zauważyła co znajduje się w drugiej części samochodu. A tam, zamiast drugiego rzędu siedzeń na których chciałam się położyć było coś na kształt ławki znajdującej się po lewej i prawej stronie samochodu.
– Chryste Panie! – Nie wyrobiłam, ale nie dało się tego inaczej skomentować. Z drugiej strony czemu się dziwiłam. Podwędziłam starego trupa, wykorzystywanego pewnie do transportu jak największej ilości ludzi. Zamiast standardowo czterech, a po upakowaniu ewentualnie pięciu mężczyzn, to przy takiej konstrukcji, można było przewieźć ich więcej. Nikomu nie zależało na wygodach, liczyła się praktyczność. W pierwszej chwili pomyślałam, że może umoszczę się w tej rynnie pomiędzy dwoma rzędami siedzeń, ale zrezygnowałam. Leżąc w takim miejscu czułabym sie jak w trumnie, pominęłam już drobiazg w postaci gołej blachy. Pozostawały mi zatem przednie fotele, ale tu na wygody również nie mogłam liczyć. Przeklinając pod nosem idiotę, który ze zanych sobie względów kazał wymontować przedni fotel, ułożyłam się na miejscu kierowcy tak, by nie tyle leżeć jak najwygodniej co z najmniejszą szkodą dla siebie.
Zmęczenie i wyczerpanie nie zawsze idą w parze z zaśnięciem i tak było i w tej chwili. Było mi niedobrze, kręciło się w głowie, ale myśli goniły jedna za drugą, powodując, że o odpoczynku nie było mowy. A potem myśli zastąpiły pytania.
Dlaczego coś takiego się stało? Od czego to się zaczęło? Dlaczego wtedy w samolocie musiałam postawić na swoim? Czy gdybym zachowywała się inaczej to również wpakowałabym się w taki koszmar? Czy to wszystko co się właśnie dzieje nie jest przypadkiem moją winą? Wnioski nie były zbyt dobre, bo wyszło mi na to, że tak. Gdybym nie zachowała się jak kretynka w czasie lotu z Mediolanu, Omar nie zwróciłby na mnie uwagi, a potem z każdym kolejnym ruchem czy decyzją, pogrążałam się coraz bardziej.
To co się działo w moim umyśle w połączeniu z naprawdę mocnym wyczerpaniem spowodowało, że się wyłączyłam. Coraz bardziej przenikliwie odczuwalne zimno również nie pomagało. Ubrana byłam w sam raz na ciepłe dni, ale nie byłam przygotowana na temperatury panujące w nocy. Zamknięta w samochodzie nie zwracałam żadnej uwagi na to, co się działo poza nim i dopiero silne szarpniecie wyrwało mnie z tego dziwnego stanu.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, samochodem zakołysało ponownie i dopiero wtedy dotarło do mnie, że na zewnątrz rozpętało się piekło. Zignorowane wcześniej dziwne dudnienie i szum w uszach, były oznaką nie tylko narastającego zdenerwowania, ale i nadciągającego żywiołu.
Nic nie widziałam, ale na szczęście nie przyszło mi nawet do głowy by otworzyć drzwi. Zresztą na zewnątrz rozszalało się takie piekło, że pewnie nie byłoby to nawet możliwe.
– Przeczekać, w końcu to się skończy, nie ma się czego bać. – O tym jak byłam przerażona świadczyło chociażby to, że mówiłam sama do siebie. – Przecież nie wieje aż tak mocno, by mnie miało przewrócić lub zasypać.
Jakby w odpowiedzi na te bzdurne dywagacje, samochodem szarpnęło mocniej.

I w tym momencie dotarło do mnie, że te dwie ostatnie opcje są jak najbardziej możliwe.

Jak długo to szaleństwo może trwać? Może mimo wszystko powinnam spróbować się stąd wydostać? Zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję, coś z rykiem objawiło się tuż za mną i uderzyło z pełnym impetem w tył wozu. Kompletnie nieprzygotowana na zderzenie, poleciałam bezwładnie do przodu i przyłożywszy z całej siły w kierownicę, straciłam przytomność.

Powoli wracałam do świata żywych. Miałam wrażenie, że panujący wcześniej hałas zmienił się – może nie ucichł, ale brzmiał inaczej. Najprawdopodobniej burza piaskowa się oddalała, czyli jeśli nadal żyję to powinnam być już bezpieczna.
Jęknęłam, bo czułam się jakby przejechał po mnie walec drogowy. Bolało mnie prawie wszystko – najbardziej szczęka i klatka piersiowa, ale działo się coś jeszcze. Leżałam i to na czymś co wydawało się być o wiele wygodniejsze niż wcześniej zajmowany fotel w land roverze. W pierwszej chwili pomyślałam, że może nadal to jest ten sam fotel, tylko że poleciałam tak w tym cholernym złomie, że przypadkowo ułożyłam się w jedynej możliwej pozycji w której można było na nim wytrzymać. Możliwe, że byłam przy okazji nieźle poturbowana, ale to chwilowo nie miało znaczenia bo było mi naprawdę wygodnie i wbrew temu co się stało, jakoś nie miałam ochoty się ruszyć. Zresztą podskórnie czułam, że podniesienie powiek przeniesie mnie do świata, w którym nie do końca miałam ochotę się znajdować. I całkiem możliwe, że go nie ogarnę.

Nie zapanowałam jednak nad kolejnym jęknięciem i stało się coś dziwnego. Nieoczekiwany ruch i niemożliwe do sprecyzowania ciepło dotknęło mojego policzka. Aż mną wstrząsnęło. To było równie niespodziewane co przyjemne, ale jednocześnie zbyt prawdziwe, by mogło być tylko złudzeniem. W panice otworzyłam oczy, bo dotarło do mnie, że jakimś cudem coś mogło dostać się do środka, a w pamięci cały czas miałam obejrzany nie tak dawno film, na którym lew ocierał się łbem o swój przyszły, jeszcze żywy posiłek. Wyglądało to uroczo do momentu, gdy nie stwierdził, że wystarczy i użył zębów by dobrać się do zawartości..
W nosie miałam czy tu są aż tak duże drapieżniki, wspomnienie było za świeże i otworzyłam oczy.

Leżałam. A na pewno pierwsze co zobaczyłam to sufit samochodu. Nie mojego, bo w tym złomie nie bylo wewnątrz możliwości zapalenia świateł i dach na pewno nie wyglądał tak luksusowo. Ale jak?

Zagadka rozwiązała się błyskawicznie – wystarczyło spojrzeć kilka centymentrów w lewo, by dotarło do mnie, że to koniec. Obok mnie nie znajdował się lew, chociaż nie wiem czy tak nie byłoby lepiej.

Ciemne oczy, które widziałam tyle razy wcześniej. Zmarszczone czoło i niepokój widoczny na twarzy Liama nie był jednak tym, co spodziewałam się ujrzeć, gdyby mnie dopadł. A on był najwyraźniej zmartwiony. Znajdował się tuż obok, pochylony tak mocno, że jedną dłoń oparł o siedzenie, tuż obok mojej głowy. Druga dotykała mojego policzka.
Jakim cudem się tu wcisnął? – pomyślałam, aczkolwiek to było ostatnią rzeczą o jaką powinnam się martwić. Zaczynało mi brakować oddechu, przestrzeni i miejsca. Był zbyt blisko!
– Nie ruszaj się. Powiedz tylko, gdy zaboli bardziej. – Komunikat był prosty ale niezrozumiały, aż do chwili gdy ręka mężczyzny nie wyruszyła na wędrówkę wzdłuż mojego ciała. Jakie nie ruszaj się?! Cokolwiek to było zareagowałam odruchowo i się szarpnęłam. Chciałam go uderzyć i kopnąć, ale zamiast tego krzyknęłam. Zabolało.
– Do cholery, nie ruszaj się! – Chyba stracił cierpliwość, bo dłoń dotykająca wcześniej boku tym razem spoczęła między piersiami i przycisnęła mnie, zmuszając tym samym bym ponownie się położyła, a brzmiącą w głosie  troskę zastąpiła lekko skrywana irytacja. Tym razem głos nabrał niespodziewanej szorstkości.
– Staranowałem cię. Muszę sprawdzić czy nic poważniejszego ci nie jest.

Tym samym zrozumiałam co się tak właściwie stało. Przypadkowo czy nie, ale jakimś cudem ścigając mnie nie dość, że podążył w tą samą stronę co ja, to w dodatku wpadł na mnie podczas tej burzy. Myślenie nie było w tej chwili moją mocną stroną, bo ból przeplatał się z oszołomieniem.
To ten wypadek. – Nie dopuszczałam do siebie innej możliwości, to by było zbyt chore. Już się nie wyrywałam i pozwoliłam mu robić to co i tak by pewnie zrobił, tylko wtedy odbyło by się to zdecydowanie mniej przyjemnie. Silne dłonie przesuwały się systematycznie, badając i sprawdzając miejsca, które uznał za konieczne do sprawdzenia. Barki i żebra, potem ręce i nogi, na koniec zostawił szyję i głowę. Nie podobało mi się to, starałam się nie krzyczeć mimo, iż cierpienie sprawiał mi każdy ruch. Oddychałam coraz ciężej i za każdym razem wiązało się to z większym wysiłkiem.
Gdy wsunął dłonie we włosy, najpewniej chcąc sprawdzić czy nie mam na głowie żadnych wyczuwalnych ran, czy guzów, nie wytrzymałam:
– Nie mogę oddychać. – Dlaczego powiedziałam to, a nie że mnie boli? Bo to było bardziej niemożliwe do zniesienia. Ból nie był niczym nowym, ale to co się ze mną działo, gdy Cień mnie dotykał, było czymś czego nie chciałam czuć.
Odsunął się najdalej jak mógł, zupełnie jakbym go brzydziła. I pewnie tak było. W takim razie po co mnie dotykał, skoro mu się to nie podobało?
Odpowiedziałam sobie od razu:
Bo chciał sprawdzić, czy nie jesteś uszkodzona kretynko. – Był tylko jeden mały problem, a raczej coś czego nie rozumiałam. Wiedziałam, że ucieczka i złapanie mnie jest równe wyrokowi. Po co sprawdzał czy jestem cała, skoro zamierzal mnie zabić?

– Dlaczego? – Musiałam wiedzieć, chociaż bałam się odpowiedzi, którą mogłam usłyszeć. I słusznie. Skąd Liam wiedział o co mi chodziło? Może to było oczywiste? Byłam przygotowana na wszystko tylko nie to co usłyszałam:
– Omar już wie. Kazał za wszelką cenę znaleźć cię i przywieźć żywą z powrotem.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XVI
Zła decyzja – część XIV

18 polubień
345 Views

Poczytaj więcej

15 komentarzy

  • EdytaLipiec 29, 2020 at 10:10 am

    Szkoda że raki krótki .
    Trochę zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem nie tego spodziewałam się po Limanie

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 29, 2020 at 10:25 am

      Wcale nie taki krótki – prawie 2 tysiące słów. Bywały teksty po niecałe 1400 😀
      Wiele razy powtarzałam, że uwielbiam te teksty – pisząc je, sama często jestem zaskakiwana i nie powiem, żeby mi było z tym źle.
      A co do Liama, to jest człowiekiem zagadką i można się będzie po nim spodziewać wszystkiego. Chyba, że wcześniejsze wydarzenia odcisnęły zbyt duże piętno i zrobiły z niego maszynę, która jest w stanie wyciszyć empatię i uczucia.

      Odpowiedz
  • PatLipiec 29, 2020 at 11:13 am

    Anka zapomniałaś dopisać jedno zdanie na końcu… coś w stylu “musimy jak najszybciej stąd uciec ” albo “musimy się ukryć przed Omarem” … ewentualnie ” wrócimy tam i go zabijemy ” też by mnie zadowoliło 🤷‍♀️ nie lubię tego niepokoju, który pojawił się we mnie po przeczytaniu zakończenia tej części… 🙄

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 29, 2020 at 11:29 am

      Prawda? Wszystko krzyczy, że jeśli uważała wcześniej, iż jest źle, to właśnie okazuje się, że może być o wiele gorzej. Naprawdę dawno napisałam to zdanie, a cały czas czuję ogromny niepokój i strach gdy je czytam.

      Wiem, że byłoby o wiele prościej, gdyby można było przeczytać ciąg dalszy, a to dopiero będzie możliwe jutro, ale z drugiej strony całkiem możliwe, że znowu koniec będzie taki jakby świat miał się zaraz zawalić.

      Będzie dobrze, a przynajniej mam taką nadzieję 🙂 Wierzę, że historia nie wywinie numeru

      Odpowiedz
      • PatLipiec 29, 2020 at 9:07 pm

        Czekam na jakąś reakcję Liama (swoją drogą, dobór imienia miodzio)… ciężki zawodnik z niego to już wiadomo ale nie wierzę, że tak po prostu odstawi ją znów w ręce tego popaprańca 🤷‍♀️ nie nie nie to by było zbyt banalne a jak już wiemy, Ty lubisz zaskakiwać 😬

        Odpowiedz
  • AnnaLipiec 29, 2020 at 2:00 pm

    Witam
    Ale się naczekałam…. Ale jest….. Bardzo mi się podoba ta powieści tak jak wszystkie inne…. Szkoda tylko że tak powoli się ukazują rozdziały…..
    Mam pytanie o Diabła kiedy ta książka 😁 i czy wszystkie części czy ta ostatnia to się pisze😁
    Paradoks też godny wersji papierowej

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 29, 2020 at 2:02 pm

      Po kolej. Nie od razu piekło zbudowano 😀
      Proszę o chwilę cierpliwości.

      Już na facebooku wyjaśniłam co mnie trafiło – w sumie z moją ogromną pomocą.

      Odpowiedz
  • SylvieLipiec 29, 2020 at 5:09 pm

    Nareszcie, nareszcie 😁 Też czuje niedosyt po przeczytaniu tej części, ale liczę na to, że następna szybko się teraz pojawi 😆 To było wiadome, że Liam musiał zaraportować szefowi o zniknięciu Anny. Nie miał innego wyjścia. Jednakoż …to, co stanie się zanim wrócą do bazy, będzie brzemienne w skutkach dla obojga, choć myślę, że bardziej dla Liama. Już wie, że Anna nie chce Omara. Więc sądzę, że powoli dojrzewa w nim plan, jak jej pomóc. Teraz tylko pytanie, czy ogarną w końcu, że że działają na siebie. Póki co, ten wzajemny pociąg ukrywają i każde sobie tłumaczy zgoła odwrotnie niż jest w rzeczywistości. Ech…Aniu, liczę na to, że to się rozwiążę w miarę szybko 😄 Oczywiście czekam z niecierpliwością na kolejne spotkanie z Liamem😉

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 31, 2020 at 8:52 am

      Śmiem twierdzić, że szybko się skomplikuje 🙂 Ale my, kobiety mamy za dobre serce. I za to płacimy

      Odpowiedz
  • JolantaLipiec 29, 2020 at 6:25 pm

    Oj Warto było czekać😁😁😁 znowu nas zostawiłaś z niedosytem….😍😍😍 ale tutaj wszystko może się wydarzyć robi się coraz ciekawiej🙌🙌🙌 ale coś czuję,że tu robi się coraz ciekawiej😁😁😁JAk ZWYKLE Z ANIĄ I LIAMEM nie będziemy się nudzić😁😁😁

    Odpowiedz
  • JolantaLipiec 29, 2020 at 6:28 pm

    Oj Warto było czekać😁😁😁tutaj wszystko może się wydarzyć robi się coraz ciekawiej🙌🙌🙌 ale coś czuję,że tu robi się coraz ciekawiej😁😁😁JAk ZWYKLE Z ANIĄ I LIAMEM nie będziemy się nudzić😁😁😁

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 31, 2020 at 8:53 am

      Dziękuję! Teraz widzę, że przeszedł podwójnie komentarz

      Odpowiedz
  • LalcaLipiec 29, 2020 at 9:59 pm

    Uwielbiam Twój styl pisania, od razu budujesz w mojej głowie obrazy ! Sama sobie dopisuję ciąg dalszy , gdy czuję niedosyt ( a czuję to bardzo często ). Lubię jak się trochę komplikuje nie ma nic gorszego niż nudny , przewidywalny facet. Świat arabskich szejków to nie moja bajka więc tu obstawiam Liama . Czekam tylko na jedno szczęśliwe zakończenie w którejś ” czytance” bo w życiu to zazwyczaj …👎 więc chociaż ru…😊😘

    Odpowiedz
    • Anna ValettaLipiec 31, 2020 at 8:55 am

      Dziękuję za komplement! Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdy czyta się te teksty i ktoś mnie zna, to nie można mieć wątpliwości, że to ja je pisałam 😀
      Teksty to cała ja – z całym dobrodziejstwem inwentarza, jego wadami i zaletami.

      Miłego czytania!
      PS> będzie wszystko. To jest moja wyobraźnia, tu musi być … 😛

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.