Na chwilę odebrało mi oddech, ale zaraz potem myśli ruszyły ze zdwojoną prędkością. Dlaczego nie uciekałam  dalej, natychmiast po tym jak stanął ten złom? Dlaczego go po prostu nie zostawiłam i nie uciekałam pieszo? Miałabym większe szanse, a nawet gdyby nie to gdyby uderzył we mnie z takim impetem przynajmniej zginęłabym od razu. Szybko, bez długiego cierpienia.  Już nawet uduszenie się w tej burzy piaskowej wydawało się lepsze niż perspektywa stanięcia przed Omarem. Co mu powiedzieli? Jak to przedstawili? Czy Omar rozkazał coś więcej i Liam wie co czeka mnie po ściągnięciu z powrotem do fortu?
Ale to nadal nie wyjaśnia jak mnie tu odnalazł? Trafił idealnie, a to było nieprawdopodobne, wręcz niemożliwe żeby na tak ogromnym terenie mógł się tak idealnie wstrzelić.
Tyle pytań i na każde chciałam znać odpowiedź.
– Jak mnie tu znalazłeś? – Dlaczego to pytanie było dla mnie najważniejsze? Nie wiedziałam, ale o to zapytałam najpierw. Jaki błąd popełniłam, że był mnie w stanie odnaleźć? Nie liczyłam na szczerą odpowiedź, ale ją dostałam.
– Cudem. Zrządzenie opatrzności, instynkt, nazwij to jak chcesz. – Uwierzyłam, że mówi prawdę. Nie kłamał bo nie miał powodu i nie miałoby to najmniejszego sensu.
Musiałam wiedzieć więcej.
– Dlaczego kazał mnie przywieźć? – Zamiast się odezwać, Liam zaczął przeciskać się na przednie siedzenie. Dopiero gdy usiadł na fotelu pasażera odpowiedział:
– Dowiesz się tego po powrocie. – Po czym dodał coś, co przekreśliło resztki nadziei, że może będzie jakaś szansa na przeżycie tego co się dzieje w jednym kawałku. – Najprawdopodobniej ja też.

Nie opanowałam drżenia. Co mi zrobią i czy to będzie bolało? I jak długo to im zajmie?
Wpatrzona w cały czas panującą za szybą ciemność, zastanawiałam się jakie są możliwe scenariusze przyszłych wydarzeń.
I nagle dotarło do mnie, że cokolwiek ma się zdarzyć to jest to odsunięte w czasie, bo cały czas tkwiliśmy w samochodzie. Równie unieruchomionym co mój złom, a teraz dodatkowo z wygaszonym światłem w środku. To był odruch, ale czasem takie przypadkowe rzeczy mają największy wpływ na przyszłe wydarzenia.
– Dlaczego nie jedziemy? – Bardziej usłyszała niż zobaczyłam, że odwrócił się w moją stronę.
– Nie możemy. To jest mocny samochód, ale nie wytrzymał staranowania land rovera. Land rover zresztą też nie. – Dopiero teraz dotarło do mnie z jak potężną siłą musiał we mnie uderzyć, skoro unieruchomił taki czołg. I zanim znowu głos zaczął szeptać, że nie wszystko stracone, kontynuował. – Pewnie już do nas jadą, albo wkrótce wyruszą jak tylko burza się uspokoi. My jesteśmy tu bezpieczni, a dzięki nadajnikowi znają naszą lokalizację, więc nie wpadną na nas tylko podjadą na bezpieczną odegłość.

Ziewnął i dodał:
– Jeszcze jakieś pytania? – Nie odezwałam się. Nie dlatego, że nie miałam żadnych pytań, ale nie byłam pewna, czy chcę znać na nie odpowiedzi.
– I dobrze. – Podsumował.

Słyszałam jak zmienia pozycję i chwilę się mości na przednim fotelu, po czym zapadła cisza. Nie całkowita, bo huk panujący na zewnątrz nie zelżał, ale we wnętrzu wozu.
Po chwili zrobiłam to samo, usiłując mimo bólu zając względnie wygodną pozycję. Okupiłam to kilkoma syknięciami i jękiem, ale po chwili leżałam na boku, nie tyle w bardziej komfortowej, co w mniej urażającej mnie pozycji.

Co mam zrobić? Czy w spokoju i dumnie znieść co mi przyniesie los i spotkanie z Omarem? I co to da?
Ten barbarzyńca w nosie ma i mieć będzie moje reakcje i zachowanie. Będzie chciał się zemścić i całkiem możliwe, że da niczym niekontrolowany upust swoim chorym emocjom.
Mogłam też odejść z hukiem i sprawiając tyle problemów i kłopotów ile się da. Możliwe, że i tak mnie zarżnie, ale przynajmniej odbędzie się to z hukiem. I może kogoś ruszy sumienie i ta zbrodnia nie zostanie jak jedna z wielu zamieciona pod dywan, tylko ktoś się o tym dowie i sprawę rozdmucha?

Te dywagacje przerwało chrapnięcie. Zasnął? Jakim człowiekiem trzeba być, by zasnąć gdy obok ciebie leży ktoś kto czeka na wykonanie wyroku i to ty najprawdopodobniej będziesz jednym z katów. W pierwszej chwili chciałam kopnąć w siedzenie, by obudzić tego sługusa bez sumienia, ale nagle mnie olśniło.
A gdyby tak spróbować teraz uciec? Przecież to by było czyste szaleństwo, ale biorąc pod uwagę co mnie czekało, to chyba nie aż takie.
Szansy na przeżycie nie miałam prawie żadnych, ale wolałam umrzeć na pustyni niż z ręki Omara, albo Cienia. W dodatku wątpiłam, czy nastąpi to szybko.
A jak Omar zdecydował, że najpierw będzie się ze mną kochał? Jakie kochał?! Wypieprzy i to całkiem możliwe, że w obecności swojego wiernego strażnika.
Kropką nad i była wizja mnie leżącej na łóżku, przytrzymywanej siłą przez Cienia i zbliżającego się Omara.
A potem zobaczyłam, że za szybą panuje niezmącony żadnym piaskowym wirem spokój i zrozumiałam, że jedną z rzeczy której nie mam to czas do namysłu.
Teraz albo nigdy. Ani stęknięcia i powoli. – Mógł udawać, drzemać, albo mieć niezwykle lekki sen, ale wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę warta tego co mnie spotka. Rany boskie jak mnie wszystko bolało!
Zęby zacisnęłam, tak mocno, iż miałam wrażenie, że zaraz pękną. Delikatnie otworzyłam drzwi i wysunęłam się na zewnątrz, a potem równie powoli je przymknęłam.
Najpierw odsunęłam się tak, by nie było widać mnie ani we wstecznym ani w bocznym lusterku i gdy tylko dotarłam do pierwszego wzniesienia, zaczęłam biec ile miałam siły w nogach. Teraz był czas na sprint. Musiałam oddalić się jak najszybciej od samochodu.
Im dzieliła nas większa odległość i upływało więcej czasu, tym była większa szansa, że moje ślady zasypie cały czas, chociaż już delikatniej wiejący wiatr i tym samym uniemożliwi pościg.
W nocy nic nie będzie widzieć, a zanim zacznie świtać, pustynia zatrze ślady.
Nie zastanawiałam się co z pragnieniem, słońcem i czy przypadkiem to nie jest ostatnia noc w moim życiu. Chciałam znaleźć się jak najdalej od Liama i tego co mi groziło, gdy z nim zostanę.
Wiedziałam jedno – czas to pojęcie względne, a nawet jeśli będzie mi się wydawać, że ta ucieczka trwa już wystarczająco długo o zamiast biec, mogę zacząć iść, to może to być błąd którego potem nie da się naprawić.
Dlatego zaczęłam liczyć w myślach, gdy rozpoczęłam biec.
Raz, dwa, trzy cztery. W rytm, co paradoksalnie pomogło mi go utrzymać. Z cały czas zaciśniętymi zębami, bo bałam się, że mnie usłyszy i to właśnie może go obudzić.
Było ciężko. Nie tylko ze względu na ból, ale nierówności terenu i piasek, który nie spowalniał. Starałam się o tym nie myśleć, tylko skupić na liczeniu.
Doszłam do stu. Potem dwustu. Oddychałam coraz ciężej, ale nie zwalniałam. Wiedziałam, że dopiero gdy doliczę do tysiąca zatrzymam się, ale tylko po to by posłuchać czy jedynym towarzyszącym mi hałasem jest mój własny oddech.
Pięćset.
Raz, dwa … i coś kazało mi odwrócić głowę. Znajdowałam się akurat pomiędzy wydmami i na szczycie tej, z której właśnie zbiegłam zauważyłam dziwny kształt. Za wysoki na zwierzę. Nie zastanawiałam się ani sekundy dłużej, to mógł być tylko jeden człowiek i nie było szans, by mnie nie zauważył.
Wiedziałam, że mnie dopadnie, ale nie podam mu się na tacy. A potem będę się bronić tak jak tylko mogę. Nie pozwolę by zabrał mnie do Omara!
O ile wcześniej do chęci jak najszybszego oddalenia się od Liama, dołączony był rozsądek, który kazał mi biec ale jednocześnie nie szarżować; tak teraz go wyłączyłam. Myślenie również.
W głowie miałam tylko jedno:
– Biegnij! – Cały wcześniejszy wysiłek przestał mieć znaczenie, ruszyłam jakby gonił mnie sam demon, zresztą tak właśnie było.
Za sobą miałam ośmieszonego dwukrotnie myśliwego, który właśnie zauważył swoją ofiarę i wiedziałam, że nie pozwoli mi umknąć po raz trzeci.
Jeśli ja uciekałam jakby mnie gonił diabeł, to on biegł jakby nim był. Nie marnowałam czasu na oglądanie się za sobą, ale czułam że jest coraz bliżej. A potem go usłyszałam.
Nie stopy uderzające głucho o piasek, ale oddech.
Ciężki, chrapliwy i coraz głośniejszy. Jeszcze jedno wzniesienie i wtedy mnie staranował. Skok, uderzenie i oboje stoczyliśmy się ze wzgórza. Walcząc, bo mimo iż spadaliśmy to nie chciał mnie puścić. Upadł pierwszy, a ja poleciałam na niego. Oboje jęknęliśmy, ale nie mogłam się tak łatwo poddać. Nie wiem jakim cudem, ale wyrwałam się z jego objęć i zataczając ruszyłam przed siebie. Gdy obejrzałam się, by zobaczyć jaka dzieli nas odległość nagle mnie zastopowało. Nikt mnie nie ścigał.
Siłą rozpędu przeszłam jeszcze kilka kroków i się zatrzymałam. Musiałam sprawdzić co się stało. Wiedziałam, że musiało i to poważnego, bo Cień nie należał do osób, które się poddają. W pierwszej chwili interesowały mnie dwie rzeczy: czy jest unieruchomiony na stałe i czy ma przy sobie cokolwiek co może mi się przydać.
Na szczęście nie odbiegłam daleko, ale i tak ledwo go znalazłam. Leżał chyba w takiej samej pozycji w jakiej się znajdował, gdy się od niego uwolniłam. Nie wyglądał na zbyt żywego, ale może udawał?
Zrobiłam coś głupiego, ale nic innego nie przyszło mi do głowy. Zdjęłam but i rzuciłam w jego stronę. Trafiłam, ale nie stało się nic.
Zrobiłam to samo z drugim butem, ale efekt był ten sam. Musiałam zaryzykować i podejść bliżej. Nie słyszałam oddechu.
Raz kozie śmierć. – pomyślałam, po czym go dotknęłam. Zero reakcji. Dłoń już wędrowała w stronę kieszeni spodni, gdy przypadkowo dotknęłam jego koszuli. Była mokra. Gdy mnie gonił, to po takim wysiłku powinna być co najwyżej wilgotna i to w dodatku nie w tym miejscu. A potem odwróciłam dłoń, która w tym miejscu w którym otarła się o Liama miała zdecydowanie ciemniejszy kolor. Gdy zbliżyłam ją do twarzy aż mnie odrzuciło, zapachu krwi nie da się pomylić z niczym innym.
I nagle dotychczas nieruchomy mężczyzna jęknął.
– Cholera! Cholera! Cholera!  – Nie wiem czy byłoby łatwiej gdyby był trupem. Pewnie tak, bo nic bym nie mogła zrobić, ale w tym wypadku odezwało się we mnie coś co powinno się zamknąć, zwłaszcza w takiej sytuacji. Wyrzuty sumienia.
Żył – ledwo, ale jeszcze oddychał. Nie mogłam go tak zostawić. Nie wiedziałam co mu jest, czy jest rzeczywiście poważnie ranny, ale jeśli tak, to nie mogłam pozwolić mu umrzeć w samotności na tym pustkowiu.
– To jest kretynko najgłupsza rzecz jaką robisz w życiu! – Ochrzaniłam się na głos, bo altruizm powinien mieć jakieś granice, a ja swoje zdaje się już dawno przekroczyłam. Byłam świadoma, że on nie miałby i zresztą nie miał żadnych oporów by krzywdzić mnie, ale ja tak nie potrafiłam. – Rąbnięta jesteś i tyle. Przynajniej wiesz dlaczego umrzesz. Boś głupia.

Złorzeczyłam, ale jednocześnie uklękłam tuż obok Liama i zaczęłam sprawdzać co moglo się stać. Zagadka rozwiązała się natychmiast po rozchyleniu koszuli, a przynajmniej uznałam to za prawdopodobną przyczynę tego co się z nim stało. Wypadek samochodowy nie uszkodził tylko mnie. Musiał o coś uderzyć i to konkretnie, bo miał ranę na brzuchu. Prowizorycznie ją zabezpieczył, ale zarówno wysiłek w czasie pogoni jak i nasza późniejsza szamotanina i upadek mu się nie przysłużyły. Możliwe, że nie tylko rana się otworzyła, ale stało się coś jeszcze co spowodowało, że padł.
– Najpierw jedno, potem będziemy myśleć o reszcie. – Do dyspozycji miałam tylko to co oboje mieliśmy na sobie. O brudzie wolałam nie myśleć, gdy z odszarpniętego z własnej koszuli kawałka materiału robiłam prowizoryczny opatrunek. A potem powtórzyłam to, czego sama nie tak dawno doświadczyłam. Tylko ty razem to moje dłonie dotykały męskiego ciała, w poszukiwaniu dodatkowych urazów.
Na szczęście oddychał w miarę równo. Poczułam to wyraźnie gdy dłonie zatrzymały się na dłuższą chwilę, gdy spoczęły na torsie.
Co wyprawiasz? – Opamiętałam się i zaczęłam najpierw delikatnie przeczesywać włosy, a potem badać skórę na głowie w poszukiwaniu guzów.

A potem krzyknęłam gdy Liam złapał mnie za udo.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XVII
Zła decyzja – część XV

13 polubień
1418 Views

Poczytaj więcej

12 komentarzy

  • Sylvie31 lipca, 2020 at 8:11 am

    No i się rozkręca 😜 Dziękujemy, Kochana, za następną część 😊 Liczę na to, że historia będzie się gmatwać i prostować, tak jak to Twoje historie lubią robić 😉 Niech się dzieje😊

    Odpowiedz
    • Anna Valetta31 lipca, 2020 at 8:58 am

      Teraz pójdzie z górki. Mam nadzieję, bo z tą dwójką to nie byłabym taka pewna, że teraz pójdzie gładko. Plus jeszcze Omar, któremu króliczek spierniczył skutecznie i w dodatku zamachał kilka razy kitką na do widzenia.

      Odpowiedz
  • Iwona31 lipca, 2020 at 9:11 am

    Dzieje się, cudownie, czekam na więcej

    Odpowiedz
    • Anna Valetta31 lipca, 2020 at 11:48 am

      Dziękuję. To jest jedna z tych historii do których można wracać i wracać. Przynajmniej ja tak mam.

      Odpowiedz
  • Bea31 lipca, 2020 at 9:46 am

    Omg No w takim momencie skonczyc? 🙈 znecasz sie Kochana… taka akcja ze az sie chce dalej czytac!!

    Odpowiedz
  • AnNo31 lipca, 2020 at 9:55 am

    Dzieje się 😁🕌🏜️no to czekamy na ciąg dalszy.

    Odpowiedz
  • Ela31 lipca, 2020 at 10:49 am

    Super rozdział, fajnie jakby “Pan” Cień zrozumiał że Anna nie jest zainteresowana Omarem i sam się zajął tematem 😋😉

    Odpowiedz
    • Anna Valetta31 lipca, 2020 at 11:50 am

      Zdaje się, że siekiera będzie potrzebna bo z tą dwójką inaczej się nie ujedzie. Oboje równie uparci co ślepi

      Odpowiedz
  • jola31 lipca, 2020 at 12:31 pm

    super rozdział 🙂 coś mi się wydaje,że ta dwójka przysporzy nam dużo rozrywki…. :)ale mino wszystko kibicuje im mam nadzieję,że będą razem….to będzie wybuchowa para ANNA I LIAM 🙂 och robi się ciekawie i jak tu wytrzymać do dalszej części…. 🙂

    Odpowiedz
    • Anna Valetta31 lipca, 2020 at 2:43 pm

      Zdecydowanie to rozrywkowa para. Powiedziałabym, że wręcz wybuchowa.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.