Powinien być słaby i był, ale schwycił mnie tak mocno jakby już nigdy nie miał puścić.
Będę mieć siniaka. – Poważnie o tym pomyślałam najpierw? W tej sytuacji było o wiele więcej ważniejszych rzeczy. Gorzej, że na myślach nie poprzestałam:
– Nie tak mocno. To boli. – Po czym kończąc już zabezpieczanie opatrunku dodałam. – Nie zostawię cię.

Zamknął oczy, ale mnie nie puścił. W sumie mu się nie dziwiłam. Po tym wszystkim co dotychczas odstawiłam, pomijając już czekające mnie atrakcje, byłabym skończoną idiotką gdybym nie próbowała zniknąć. Wolał się zabezpieczyć, bo moje “nie zostawię cię” równie dobrze mogło oznaczać “do chwili gdy nie padniesz albo nie zaśniesz”.
No dobrze, tylko co teraz. Na początku było w porządku, bo klęcząc cały czas przy nim mogłam sprawdzić, czy nadal oddycha i przede wszystkim czy opatrunek spełnia swoją rolę.
Po chwili przestało być tak dobrze. Z jednej strony wrócił strach związany z Omarem. To, że Liam mnie dopadł to jedno, ale czekaliśmy przecież na przybycie ekipy ratunkowej. Czy już dotarli do samochodu? Czy pozostawione przez nas na piasku ślady są jeszcze widoczne? Czy odnajdą nas i tu?
A z drugiej nie byłam maszyną. Wydarzenia, stres, wypadek, nieprzespana noc i teraz ta szaleńcza ucieczka zakończona w tak wyczerpujący psychicznie sposób były czymś, co w końcu pozbawiło mnie energii. Zaczęłam drżeć – zarówno z wyczerpania jak i zimna. Trochę późno, ale w końcu dotarło do mnie, że marcowe noce na pustyni do najcieplejszych nie należą. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, zresztą nie było powodu. Dopiero teraz gdy tkwiłam na tym pustkowiu sama, mając za towarzysza ledwo oddychającego niedoszłego kata odczułam z całą mocą jak jest zimno.

Przymknęłam oczy tylko na chwilę, bo w takich warunkach zarówno ze względu na temperaturę jak i zajmowaną pozycję nie mogło być mowy o głębszym śnie. A musiałam, po prostu musiałam chociaż przez chwilę odpocząć. Wykończone ciało oznaczało pomyłki, a chyba taką było cofnięcie się i sprawdzenie co się stało z Cieniem. tego już nie zmienię, ale mogłam uniknąć popełnienia kolejnych błędów.
Tylko na kilka minut. – Obiecałam sobie. I będac w takim półśnie musiałam się pochylić. Nie otwierałam jednak oczu, bo zamiast upaść, oparłam się o coś ciepłego. A potem jeden uścisk został zastąpiony przez inny i zanurzona w cieple, zasnęłam.

Są takie chwile gdzie wszystko jest teoretycznie w porządku, ale jednocześnie czujesz, że coś się mocno nie zgadza. Dokładnie tak samo było teraz.
Było mi wygodnie i ciepło. Byłam czymś otulona, co powodowało, że czułam się bezpiecznie,z drugiej strony znajdował się strach. Nie mogłam swobodnie oddychać, ale to nie było problemem. Problem stanowiło to, że z każdym oddechem czułam coaz bardziej narastające napięcie.
Później wróciły wspomnienia. Pustynia, ucieczka i Cień. W panice otworzyłam oczy i pożałowałam błyskawicznie decyzji podjętej nocą. To był błąd, którego właśnie przyszło mi żałować, ale za który dopiero zapłacę.
Leżałam w objęciach i mocno wciśnięta w ciało Liama. Ciężko mi się oddychało nie tylko dlatego, że twarz miałam wtuloną w jego tors, ale również ze względu na to jak mocno przyciskał mnie do siebie. Próbowałam się odsunąć, ale tylko jęknęłam. Ja też nie wyszłam bez uszczerbku po wypadku, nocnej gonitwie i upadku.
Jak grom z jasnego nieba zabrzmiały wypowiedziane mocnym głosem słowa:

– Nie ma sensu. – Zablokowało mnie tylko na chwilę, akurat na tyle by dotarło do mnie, że nie dość, że ten fagas przeżył, to ma się całkiem dobrze i tym samym powrócił stary porządek rzeczy. Znowu stał się myśliwym, a ja tropioną zwierzyną. A potem rozpętało się piekło będące godnym następcą akcji, którą odstawiłam w samochodzie podczas porwania. Zaczęłam wierzgać, szarpać się, próbowałam go ugryźć. Zdecydowanie odzyskał siły!
Zyskałam tyle, że przekręcił się, tym samym przygniatając mnie do piasku całym ciężarem i nie przejmując się uderzającymi o jego ciało moimi rękami, złapał i unieruchomił moją twarz.
– To nie ma sensu. – Powtórzył tym samym, pozbawionym jakichkolwiek emocji tonem. W jego oczach nie widziałam nic, była tam tylko ciemność i pustka mimo iż już nastał dzień. Zrozumiałam, że cokolwiek by się działo ten człowiek odnajdzie mnie wszędzie i zrobi ze mną to co każą mu zrobić. Albo raczej to co rozkaże Omar. Straciłam jedyną szansę jaką miałam by podjąć próbę wydostania się z tego piekła. Czy żałowałam? Pomyślałam co by było, gdybym przeżyła ale wiedziała, że moja obojętność a raczej brak ratunku spowodował czyjąś śmierć. Nie mogłam zachować się inaczej, a nawet jeśli to nie potrafiłabym z tą świadomością żyć.
I wtedy się poddałam. To był koniec.
Wcześniej napięte mięśnie, zwiotczały. Przestałam go uderzać, szarpać się i próbować wyrwać z mocnego uścisku. Nie zareagował od razu. Przez dłuższą chwilę nadal mnie przygniatał, ale dłonie unieruchomiające twarz, powoli zwalniały uścisk.
Podniósł się, zmuszając mnie również do wstania, po cztm złapał mocno moją dłoń i dopiero gdy pewnie trzymał ją w uścisku, rozejrzał się dookoła. Ruszył pociągając mnie za sobą.

Czy gdybym nie uciekała to już by było po wszystkim? Może wściekłość przesłoniłaby Omarowi wszystko i uczyniła go tak żądnym krwi, że już by się ze mną rozprawił i tym samym miałabym ten świat z głowy? Ale nie mam, a myślenie o tym co na mnie czeka nic nie da.
Szłam powłócząc nogami i z opuszczoną głową. Nie rozglądałam się dookoła, ale też nie patrzyłam przed siebie, a już na pewno nie na idącego przede mną mężczyznę. Łączyło nas tylko jedno – uścisk dłoni, którą cały czas trzymał.
I pewnie dlatego na niego wpadłam, gdy niespodziewanie się zatrzymał. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi, ale po chwili spojrzałam w tym samym kierunku co on. W oddali coś było. Coś innego niż piasek, niebo czy linia rozdzielającego je horyzontu.
Odnaleźli nas. – Zamknęłam oczy i zaczęłam się modlić tylko o jedno. – Boże, spraw by mnie za długo nie bolało.
Byłam tak pewna, że to inni żołnierze księcia, że nie zwróciłam uwagi na Liama i jego zachowanie. A on nie machał, nie krzyczał, tylko bacznie obserwował. Podskoczyłam na dźwięk jego głosu:
– Masz milczeć! I się nie ruszaj! – To nie była prośba. To był rozkaz.
Zaniepokoiłam się dopiero wtedy, gdy puścił moją dłoń i stanął tak, by znaleźć się pomiędzy mną, a tym co miało nadejść. Kogo się tak obawiał?
Po dłuższej chwili usłyszałam hałas, ale jeszcze trochę czasu musiało upłynąć zanim dało się rozróżnić ludzkie głosy i nie tylko ludzkie. To nie mogli być żołnierze Omara.

Pierwszy odezwał się Liam. Gdy skończył cisza trwała tylko chwilę. Ktokolwiek znajdował się przed nim, odpowiedział równie spokojnie i w tym samym języku. Nic nie rozumiałam, aczkolwiek słyszałam go ostatnio kilka razy. Arabski.
Z kim on do licha rozmawiał? I chyba po raz pierwszy od dawna zrobiłam to co mi polecono: siedziałam cicho i się nie poruszyłam.
Jakiś dziwny ruch, Cień drgnął, a potem odwróciwszy się w moją stronę i cały czas zasłaniając mi widok na przybyszów, cicho powiedział:
– Załóż chustę. Musisz zakryć włosy i jeśli możesz część twarzy. I się nie odzywaj. – To ostatnie mimo, iż wypowiedziane zadziwiająco spokojnym tonem było rozkazem. Zrobiłam co kazał, zastanawiając się jednocześnie dlaczego w jego głosie słyszałam również troskę.
Dopiero gdy się upewnił, że jestem osłonięta tak jak powinnam odwrócił się o tym razem mogłam zobaczyć kto nas odnalazł.

Czytałam o nich, ale nie wierzyłam, że to jest coś więcej niż sztucznie nadmuchana turystyczna atrakcja. Bediuni.

Już rozchyliłam usta, gdy przypomniałam sobie słowa Liama. Poza tym zamurowało mnie, gdy zobaczyłam że jeden z mężczyzn zmusza wielbłąda, by ukląkł i z niego zeskoczył.
A potem po raz pierwszy miałam okazję przejechać się na wielbłądzie, przyklejona do pleców mojego oprawcy. To był też pierwszy raz, gdy aż skwapliwie wypełniłam kolejne polecenie:
– Obejmij mnie. – Oczywiście że to zrobiłam. Byłam przerażona, przytuliłam się z całej siły i modliłam, by to jak najszybciej się skończyło. Nie wiedziałam bowiem co jest gorsze: ból przeszywający całe ciało, coraz silniej odczuwana obecność Cienia, czy narastające mdłości. Wielbłąd bowiem szedł jak zwykł był chodzić i oznaczało to konkretne kołysanie.

Gdy w końcu się zatrzymaliśmy byłam na granicy wytrzymałości. Jak bardzo okazało się, gdy próbowałam zsunąć się z gracją na ziemię. Upadłabym, gdyby nie Liam i jego błyskawiczna reakcja.
Nadal było mi niedobrze i sytuacji nie poprawiał też fakt, że miałam styczność z jego ciałem, chociaż dla odmiany to teraz on mnie obejmował.
Znowu rozmowa z obcymi i o mało co nie krzyknęłam, gdy nagle znalazłam się w powietrzu. Nadal nie odezwałam się ani nie wyrywałam. Nie wiedząc o co chodzi, mogłam nieświadomie wpakować nad w jeszcze gorsze tarapaty. Bo mimo wycieńczenia czułam, że coś nam grozi.

– Grzeczna dziewczynka. – Wyszeptał. Byłam zbyt wykończona, by zareagować na taką obelgę. Zaniósł mnie do czegoś co z zewnątrz wyglądało jak naprędce zbudowana konstukcja z kijów i kilku zwojów materiału, położył na znajdującym się pod jedną ze ścian posłaniu, po czym wyszedł i zasłonił wejście dużą płachtą, pogrążając mnie tym samym w półmroku.
Leżałam tak jak mnie zostawił, nie wiedząc co się właściwie dzieje, czy mogę już ściągnąć chustę z głowy i przede wszystkim co mnie czeka. Gdzie byliśmy? Kim naprawdę byli ci ludzie? Co on im powiedział? Co się stanie?
Poderwałam się, gdy wnętrze namiotu rozświetliło słońce. Ktoś odsunął zasłonę, a następnie do środka weszło kilka kobiet. Każda coś wniosła do środka. Duża misa, ogromne dzbany, coś co wyglądało jak ubrania i kilka zwojów materiału, a potem dwie tace, na których znajdowały się kubki, mały dzbanek z jakimś napojem, kilka kawałków jakiegoś placka i owoce.
Wtedy też zobaczyłam dokładnie w czym się znajduję. To wcale nie był tak mały namiot i wyglądał w środku o niebo lepiej niż prezentował się na zewnątrz. Ogromny dywan pokrywający całe podłoże, którego spora część wychodziła też na zewnątrz. W środku, oprócz ogromnego posłania na którym teraz już siedziałam, była też wydzielona druga część z kilkoma siedziskami i niskim, znajdującym się pośrodku nich stolikiem. I jak na coraz wyższą temperaturę panującą na zewnątrz, było tu nadzwyczaj chłodno.

Co teraz? – Nie musiałam za długo się zastanawiać, bo prawie natychmiast po wyjściu kobiet, wrócił Liam. Zasłona ponownie opadła, ale dzięki kilku nieszczelnościom w orzeźwiająco-chłodnym wnętrzu zamiast ciemności, zapanował półmrok. Liczyłam na kilka słów wyjaśnienia, ale nie byłam przygotowana na to co usłyszałam.
To, że jesteśmy w obozowisku beduinów wiedziałam. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że nie wszystkie rody są posłuszne panującej rodzinie królewskiej, a raczej nie pałają do niej sympatią jak to określił Liam. Inni ludzie są im obojętni, dopóki szanują ich i ich zwyczaje.

Liam mówił, jednocześnie odwijając i ściągając chustę z mojej głowy.

Zobaczyli nas i ruszyli w naszym kierunku sami, a on musiał podjąć decyzję. Jesteśmy turystami, którzy mieli wypadek w czasie wycieczki na pustyni. Ratunek nie nadchodził, a ponieważ on został ranny i obawialiśmy się, że możemy nie doczekać się na pomoc, to gdy tylko uspokoiła się burza piaskowa, wyruszyliśmy w stronę z której nadjechaliśmy. Niedawno rozbili obozowisko, ale za kilka dni ruszą dalej i wtedy, gdy zbliżą się do miejsca skąd będzie można skontaktować się z naszym hotelem, zostawią nas tam, bo już będziemy bezpieczni. Na razie zaprosili nas i jesteśmy ich goścmi.

Coś mi w tym tłumaczeniu nie pasowało i to bardzo.

– Ale są uprzejmi. A nas jest tylko dwoje. Kobieta i mężczyzna. Na zupełnym pustkowiu. Sami. A przecież nie okazywali mi braku szacunku. A chyba powinni, prawda? – Widziałam jak Liam zmrużył oczy, zupełnie  jakby zastanawiał się czy ma coś jeszcze dodać. Szłam już siłą rozpędu i powiedziałam coś jeszcze. – Poza tym dlaczego kazałeś zasłonić mi włosy i twarz? I dlaczego dali nam osobny namiot?

Wstał i pociągnął mnie za sobą. Zatrzymał się pośrodku namiotu, tuż obok ogromnej misy.

– Rozbierz się i stań w niej. Trzeba cię umyć. – oznajmił, schylając się jednocześnie po jeden z ogromnych dzbanów z wodą. A potem się wszystko wyjaśniło. – Powiedziałem im, że jesteśmy małżeństwem. A cała reszta to były tylko podsuwane im obrazy, ale to oni widzieli co chcieli. Rozmawiałem w ich języku, ty okryłaś się przed obcymi zachowując się jednocześnie skromnie, ale okazując wobec nich szacunek, jesteśmy godni zaufania. Pamiętaj, żeby nie pokazywać się nikomu poza mną z odkrytą twarzą. Najlepiej jakbyś też za dużo nie przebywała poza namiotem.

Brzmiało to logicznie, ale z drugiej strony coś mocno się nie zgadzało. Tkwiłam nieruchomo tam gdzie mnie zostawił, usiłując dociec co tu jest bardzo nie tak.

Gdy zniecierpliwiony brakiem reakcji z mojej strony, sam zaczął mnie rozbierać, nagle mnie ruszyło. Miała stanąć przed nim nago?!
– Nie dotykaj mnie!  – Wysyczałam i cofnęłam się w panice, potykając się o stojące tuż za ną naczynie. Znowu mnie uratował, łapiąc w ostatniej chwili.
Zakwiliłam z bólu, bo schwycił zbyt mocno, a ciało już dawno przekroczyło to co mogło znieść bez konsewkencji. W odpowiedzi tylko minimalnie poluźnił chwyt.

Jego postawa, twarz, w sumie wszystko wskazywały, że to co robi traktuje jako obowiązek.
– Uspokój się. Musisz się umyć, zaczynasz śmierdzieć. – Gdybym potrzebowałam jeszcze upewnić się, że za jego propozycją nie kryje się nic więcej, to kolejne słowa mi to zapewniły. – Nie ma tu nic czego wcześniej bym nie widział. Stój i nie zgrywaj dziewicy. Im szybciej to załatwimy tym lepiej.

Czułam się brudna – w każdym znaczeniu tego słowa. Nie myślałam, że jego słowa będą mnie w stanie w jakikolwiek sposób obrazić, ale to co się stało spowodowało, że poczułam się obrzydliwie. Jakbym była nieczysta.
Traktował mnie jak przedmiot, bo byłam przedmiotem.

Było mi już wszystko jedno.

Pozwoliłam mu się rozebrać. Gdy byłam już naga, posłusznie weszłam do misy i poddałam kolejnym zabiegom. Nie zasłaniałam się, zresztą nie było takiej potrzeby. Nie widział we mnie kobiety. Jego dotyk był zimny i bezosobowy. Tak samo zmywałam naczynia – brałam talerz jeden po drugim i wykonywałam te same mechaniczne ruchy.
Podobnie Liam zachowywał się teraz w stosunku do mnie.Najpierw opłukanie z pierwszej warstwy kurzu, potem dokładne mycie skóry małą szmatką. Przy włosach spędził więcej czasu, ale potrzebna też była chwila, by pozbyć się całego nagromadzonego w nich piasku. Pod koniec polał mnie obficie wodą i owinął ogromną płachtą materiału, po czym wziął na ręce i zaniósł z powrotem na posłanie. Dostałam jeszcze kubek pełen jakiegoś naparu ziołowego z kawałkiem placka i zajął się sobą.
W pierwszej chwili oniemiałam, bo nie zważając na nic rozebrał się, ostrożnie odwinął opatrunek i zaczął się myć. Mimo panującego półmroku widziałam go wyraźnie, Sylwetkę, mięśnie rysujące się od skórą, ciało, blizny i ostatnią ranę, która nie wyglądała za dobrze, ale już nie krwawiła. I przede wszystkim całą resztę.
Wyprostował się i dopiero po chwili zorientowałam się, że mnie obserwuje.

– Przepraszam. – Tyle byłam w stanie z siebie wydobyć, odwróciłam wzrok i zajęłam się posiłkiem. Dopiero po pierwszym kęsie poczułam jak naprawdę byłam głodna i spragniona. Mimo to jadłam powoli, delektując się każdym kawałkiem, bo cokolwiek to było smakowało obłędnie. Pusty kubek odstawiłam obok posłania, ale nie miałam wyjścia. Gdybym chciała odłożyć to na tacę, to musiałabym przejść obok cały czas myjącego się Cienia.
To już było trudne, ale nie zniosłabym czegoś innego. Jego wyrazu twarzy. Z tej odległości dużo nie widziałam, ale będąc tak blisko nie mogłabym sobie wmówić, że ten chłód graniczący z odrazą jest tylko złudzeniem.

Położyłam się tylko na chwilę. W końcu musiałam założyć na siebie coś normalnego. Ten materiał co prawda mnie osłaniał, ale tylko prowizorycznie. Spełniał raczej funkcję bardzo dużego ręcznika i pewnie zostałam w to owinięcia po to by doschnąć i żeby on mógł wreszcie zająć się sobą. Byleby jak najszybciej się mnie pozbyć.
Dochodzące spoza namiotu dźwięki rozmów i śmiech, dobiegające z bardzo bliska pluskanie i chlupot wody, gdy Cień po raz kolejny opłukiwał swoje ciało – normalne hałasy, nic niebezpiecznego, nic nietypowego.
To było takie normalne.
Zamknęłam oczy, ale wtedy demony powróciły. Wykrzywiona wściekłością twarz Omara, została prawie natychmiast zastąpiona przez inny obraz – martwe spojrzenie znajdującego się tuż obok mnie mężczyzny. To on powinien budzić i zresztą budził mój wstręt. Był jak maszyna, ślepo wykonująca rozkazy swojego pana.
Tylko dlaczego na myśl o nim zadrżałam? Bo się go bałam? Bo czułam w jego obecności niepokój, którego nie umiałam wyjaśnić? To nie był zwykły strach.
Gdy był obok każda komórka mojego ciała chciała się od niego oddalić. Dlaczego?
Może intuicyjnie wiedziałam, że to on jest największym zagrożeniem? I, że to jego powinnam się tak naprawdę bać?
Kiedy to się skończy? – Westchnęłam ciężko, odwróciłam się na plecy, a raczej próbowałam to zrobić, bo tylko jęknęłam. Cholera! Cały czas zapominałam jak jestem poobijana.
Czyli nadal leżymy na brzuchu.

Pluskanie ustało.
– Zaraz cie obejrzę. Nie podoba mi się to. – Nie miałam siły nawet otworzyć oczu, a tym bardziej się odezwać. Zresztą co miałam mu powiedzieć? Że mam w głębokim poważaniu co mu się podoba a co nie? Mi się wiele rzeczy nie podoba od samego początku i nikogo nie obchodziło, ani nie obchodzi moje zdanie. Robią ze mną co chcą i czego oczekują? Wdzięczności?
Dopiero, gdy poczułam jak pod jego ciężarem ugina się posłanie nie wytrzymałam.
– Zostaw mnie, nie chcę. Omar i tak każe mnie zabić. Mam już dosyć.
Dlaczego uważałam, że posłucha? Nie posłuchał.
Zachowywał się tak, jakbym nic nie powiedziała.

Drgnęłam, gdy poczułam dotyk na łydce. Mocny i pewny.
Przesuwał dłonie powoli, delikatnie ugniatając kolejne obszary ciała. Łydka, potem udo – ale tylko do granicy osłaniającego mnie materiału.Potem druga noga.
Nic nie bolało mnie w wyjątkowy sposób, więc się nie odzywałam. Jedyną rzeczą sugerującą, że jednak coś jest nie tak, było coraz bardziej narastające i niemożliwe do opanowania drżenie.
Przedramiona i ramiona zbadał podobnie jak nogi, ale gdy zanurzył dłonie w jeszcze wilgotne włosy coś się zmieniło.
Dotyk nie był już taki szorstki, bardziej przypominał masaż, a nie badanie.
Wydawało mi się. Musiało. Palce nadal przesuwały się metodycznie, dotykając skóry w poszukiwaniu skaleczeń.
Robi to samo co ty robiłaś nie tak dawno temu. Boisz się i dlatego tak reagujesz. To strach sprawia, że wariujesz. Nie on. – A potem jęknęłam, bo dłoń przesunęła się i musnęła szyję.
Zareagował natychmiast:
– Tu boli bardziej? – Spanikowałam.
– Nie. Tak! – Zamilkłam, bo z każdym słowem pograżałam się coraz bardziej. Ani on nie chciał powodować u mnie takich reakcji, ani tym bardziej ja nie chciałam czuć czegoś takiego.
Na szczęście nic nie powiedział. Kilka mocnych uciśnięć mnie uspokoiło. To był czysty przypadek, a zareagowałam jak histeryczka.
Przeniósł się niżej, tym razem sprawdzając plecy tuż nad łopatkami – na tyle na ile pozwalał okrywający mnie materiał.
Myślałam, że dalej przebada mnie przez niego, ale wtedy zrobił coś na co nie byłam przygotowana.

Jeden ruch wystarczył i zyskał swobodny dostęp do pleców. W sumie do całego tyłu, bo odsłonił mnie całkowicie.
Nie zmieniło się nic, oprócz tego, że nie byłam niczym okryta i tym samym całkowicie wyeksponowana. Ale to była jedyna zmiana.
Nadal dłonie mężczyzny nie robiły nic innego niż to, co wcześniej. Łopatki, bok, biodra, znowu plecy. Metodycznie sprawdzał fragment po fragmencie.
Po chwili wróciły wyżej, w okolice barków.

Tylko teraz nie poprzestały na samym badaniu. Palce powoli rozmasowywały obolałe i spięte mięśnie.
Z każdym ruchem czułam, jak narasta we mnie niepokój.
Nie mogłam opanować drżenia.
Nagle poczułam oddech muskający włosy:
– To pomoże. – Ponownie się zakołysałam i zrozumiałam, że Liam zmienił pozycję i teraz był nade mną. Musiał tak uklęknąć, że znalazłam się pomiędzy jego udami. Pewnie tylko po to, by móc łatwiej mnie rozmasować, ale uzyskał efekt odwrotny do zamierzonego.  Cokolwiek robił to nie pomagało, wcale się nie uspokajałam, ale powoli zmierzałam w stronę czegoś co napawało mnie przerażeniem.

To był zwykły masaż. I byłby nim, gdyby wykonywał go ktokolwiek inny.
Wiedziałam to, bo byłam już tak dotykana. Gdy miałam kontuzję barku, musiałam skorzystać z kilku wizyt u fizjoterapeuty. Dotykał mnie identycznie, tak samo uciskał określone punkty, wyczuwał palcami miejsca gdzie mięśnie się przypięły, rozmasowywał.
Wtedy nie czułam nic – może poza bólem zmieszanym ze zniecierpliwieniem, bo co jak co, ale nienawidziłam być poddawana takim zabiegom.

Teraz to były tortury. Ból zszedł na plan dalszy, wobec niemożliwego do opanowania napięcia i dziwnego mrowienia, które powinno zniknąć.
A z sekundy na sekundę było coraz gorzej.

Kciuki ponownie musnęły szyję i wtedy nie wytrzymałam.

Jęknęłam i dygocąc wygięłam się mocniej, wtulając nie tylko w jego dłonie, ale i znajdujące się bliżej niż myślałam ciało.

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Zła decyzja – część XVIII
Zła decyzja – część XVI

33 polubień
3675 Views

Poczytaj więcej

32 komentarze

  • AnNo1 sierpnia, 2020 at 12:59 am

    ❤️❣️

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:07 am

      O! Widzę, że czekałaś 😀
      Nie niepokoję już Was na fanpage’u o takiej godzinie informacją o kolejnej publikacji – dlatego warto sprawdzać u źródła 😀
      Och … a ciężko było mi przerwać w takim momencie, ale inaczej skończyłabym nad ranem

      Odpowiedz
  • Maria1 sierpnia, 2020 at 7:45 am

    O matko już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału. Ten teks jest naprawdę wciągający pochłonęłam go w 20 minut, zresztą jak wszystkie Twoje teksty są niesamowite ❤️

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:08 am

      Ja też, Maria! Ja też – to oczywiście dotyczy niecierpliwości związanej z kolejną częścią.

      Dziękuję za komplement! Bardzo miło się czyta, że to co wychodzi nie tyle spod ręki co z tej głowy jest ciekawe 😀

      Odpowiedz
  • Gosia1 sierpnia, 2020 at 8:31 am

    No super 😉 teraz to będę do następnej części snuć domysły. Hmmm super Aniu ;*

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:12 am

      a owszem. Zwłaszcza, że kolejną zaczęłam pisać i cóż… będzie wesoło

      Odpowiedz
      • Gosia1 sierpnia, 2020 at 11:51 am

        Czyli zdradzasz trochę zo możemy dzisiaj się kolejnej spodziewać? 😉

        Odpowiedz
  • jola1 sierpnia, 2020 at 9:21 am

    Super miła niespodzianka z rana💖💖💖jesteś nie dobra znowu urwałaś w najlepszym momencie…😍😍😍jak mam wytrzymać do dalszej części…..😘😘😘ale na twoje opowiadania zawsze warto czekać💖💖💖💖

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:14 am

      Jestem straszna, okropna i jedyne co mogę obiecać to, że będzie jeszcze gorzej. Przepraszam!
      Jedyne co mogę doradzić to zacząć czytać jeszcze raz, albo sięgnąć do Paradoksu :P, albo do innego tekstu 😀

      Odpowiedz
      • Jola1 sierpnia, 2020 at 12:49 pm

        Ja już wszystko przeczytałam kilka razy czekając na dalsze części💖💖💖ale na to zawsze warto czekać przy czytaniu są takie emocje 😘😘😘

        Odpowiedz
      • Jola1 sierpnia, 2020 at 12:53 pm

        Ale za to Cię Kochamy 💖💖💖💖💖

        Odpowiedz
  • Lalca1 sierpnia, 2020 at 9:24 am

    Dopieszczam stronę bo czuję się dopieszczona po przeczytaniu ….😋 . Będzie się działo? Mam nadzieję ,że Liam stanie odważnie na wysokości zadania i odważnie poniesie konsekwencje…Zawalczy o Annę i to będzie dobra decyzja. Oczywiście zamieszaj solidnie … niegrzeczne dziewczynki czekają. Pozdrawiam ❣

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:15 am

      Skrywane dziękują! I tak czy inaczej dają tyle ile są w stanie! 😀
      Będzie się działo ale po … mojemu – mam nadzieję, że to przeżyjecie

      Odpowiedz
  • Bea1 sierpnia, 2020 at 10:48 am

    Wow! Cos czuje ze bedzie sie dzialo I to jak!!! Kiedy nastepny, kiedy kiedy no kiedy 😎😂🤞

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 10:56 am

      Tkwię przy Diable 😀 Dosłownie.
      Ale coś czuję w starych kościach, że za długo na kolejną część nie trezba będzie czekać 😀

      Odpowiedz
      • Bea1 sierpnia, 2020 at 12:34 pm

        No I to chcialam uslyszec 🥰😎🥰

        Odpowiedz
  • Sylvie1 sierpnia, 2020 at 12:19 pm

    Dziękujemy 💕💕💕💕

    Odpowiedz
  • Ela1 sierpnia, 2020 at 3:32 pm

    Jeju w końcu jakieś zbliżenie 😁😁 rewelacja jak tak wpadają rozdziały dzień po dniu, idealnie ❤️

    Odpowiedz
  • Sylvie1 sierpnia, 2020 at 4:21 pm

    Miałam napisać więcej , ale byłam w podróży i za bardzo mną telepało 😉 Już nie mogę się doczekać następnej części. Będzie się działo ? Powiedz powiedz 😆😆😆

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 7:26 pm

      Zestawiłam sobie podróż i pisanie na komórce i … czas na Diabła 😀

      PS. oczywiście, że będzie się działo!

      Odpowiedz
  • Teresa Karczewska1 sierpnia, 2020 at 4:54 pm

    Jak zwykle super scena aTy musiałaś przerwać

    Odpowiedz
    • Anna Valetta1 sierpnia, 2020 at 7:26 pm

      Wiem, wiem – nie powinnam była tego robić ani Wam, ani sobie a już na pewno nie tej parze.

      Odpowiedz
  • maria3 sierpnia, 2020 at 2:59 pm

    E X T R A – scenariusz na film sensacyjny !!!!

    Odpowiedz
  • Kaja11 sierpnia, 2020 at 3:01 pm

    Cudowny tekst! Jak kazdy wczesniej przeczytany i ten piczlonełam z predkoscia swiatła! Nie moge sie doczekać kontynuacji tej historii….. ależ napiecie! Sama poddałabym sie takiemu masazyscie bez chwili wahania ! 😉

    Odpowiedz
  • Ewelina4 września, 2020 at 10:32 pm

    Daleko jeszcze 😁 daleko jeszcze 😂 poczytałabym coś 🤭

    Odpowiedz
  • Aguś4 października, 2020 at 10:26 pm

    Poczytałabym …. Zaglądam tu co 2 dni…. Usycham z tęsknoty…. Ale czekam cierpliwie 😊

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.