“Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”
Tadeusz Boy-Żeleński

A co jeśli jedno chce, ale nie może?
A drugie może, ale nie chce?



Od powrotu do domu czuł, że coś jest nie tak. Było za cicho, a chaos, który towarzyszył mu od czasu, gdy ten pomiot szatana tu zamieszkał, wydał się być tylko sennym koszmarem, a nie ponurą rzeczywistością. Normalnie, gdy tylko otworzyłby drzwi, zostałby zasypany gradem pytań przemieszanych z relacjami z ostatnich wydarzeń, potknałby się o rozrzucone buty i wdepnął w rozlaną wodę.
A tymczasem otoczyła go nienaturalna cisza, a apartament wyglądał tak jak za starych dobrych czasów, gdy mieszkał tu sam.

A jednak.

Szatan wyszedł ze swojego pokoju, wykrzywił usta w coś na kształ uśmiechu – co chyba miało być powitaniem – i skierował się w stronę lodówki.
Nic z tego co się właśnie działo nie było ostatnimi czasy normą.
I to właśnie go zaniepokoiło.

Czyżby cisza przed burzą? – pomyślał proroczo i zerknął w stronę aneksu kuchennego, gdzie utknął powód jego zmartwień.
Co ta cholera kombinowała? Przyjrzał się uważniej i oniemiał. Najpierw sięgnęła po podkładkę, potem po szklankę, a dopiero później otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej butelkę.
Nalała trochę soku do naczynia i odłożyła butelkę na swoje miejsce. Ktoś był chory i zdecydowanie nie był to on. To pyskate połączenie chaosu i wiecznego bałaganu nagle się nim przejęło i zastosowało do panujących tu zasad? Nie piło prosto z butelki? Od kiedy?
Nagle do niej dotarło jak funkcjonują normalni ludzie? Jest chora? Ma gorączkę? A może ta zaraza chce tylko uśpić jego czujność, zanim uderzy?

Nie był idiotą i wiedział, która z tych opcji jest najbardziej prawdopodobna. Odwróciła się w jego stronę i wtedy zaniepokoił się trochę bardziej.

Już się nauczył rozpoznawać po jej minie rodzaj przewinienia i dotychczas miał całkiem niezłą skuteczność jeśli chodzi o typy.
Ale z takim wyrazem twarzy i zachowaniem jak teraz, jeszcze się nie spotkał. Gdyby miał zgadywać, to powiedziałby, że jej mina mówi:
Dzieje się coś, czego nie mogę już zatrzymać, a będzie grubo. Może jest i w tym trochę mojej winy, ale nie było innego wyjścia. Dam mu jeszcze chwilę spokoju, a potem otworzę bramy piekieł i niech się dzieje wola boska. Najwyżej go szlag trafi!

Co mogła niby takiego zrobić, że miałby go trafić szlag?

Otrząsnął się. Może wcale nie było tak źle?
Boże spraw, żebym tylko tej cholery nie udusił.

5 polubień
564 Views

Poczytaj więcej

Zostaw komentarz

Please enter your name. Please enter an valid email address. Please enter message.